Teraz możemy skupić się na lidze

Krótka była tegoroczna przygoda Mamr Giżycko z Wojewódzkim Pucharem Polski. Zespół Zbigniewa Marczuka pożegnał się z rozgrywkami już w pierwszej rundzie, ulegając w Reszlu miejscowym Orlętom 2:3. Sobotnie spotkanie trwało 120 minut, a Mamry kończyły je w ośmioosobowym składzie.

Sport – a zwłaszcza futbol – bywa przewrotny, by nie powiedzieć: niesprawiedliwy. Nie zawsze zwycięża lepszy (co, oczywiście, także ma swój urok) i z taką właśnie sytuacją mieliśmy – niestety – do czynienia w starciu Orląt z Mamrami. Spotkanie rozstrzygnęło się dopiero po dogrywce, choć gdyby skuteczność nie była piętą achillesową giżycczan, kibice wróciliby do domów pół godziny wcześniej, a piłkarze Mamr spekulowaliby teraz, z kim los skojarzy ich w drugiej rundzie WPP. A tak możemy się już spokojnie skupić na lidze, co w sumie też nie jest najgorszym rozwiązaniem.

Mecz w Reszlu miał dwa oblicza. Pierwsze – to pierwsza połowa, dość chaotyczna i bezbarwna w wykonaniu giżycczan, a wygrana przez gospodarzy 1:0 po golu z kontrowersyjnego rzutu karnego, podyktowanego przez arbitra już w 12. minucie za rzekome zagranie ręką przez jednego z naszych defensorów. Sędzia główny Damian Kossakowski (w tym sezonie wyznaczony do pracy w klasie okręgowej) samego faktu nie widział, ale pod presją graczy z Reszla zdecydował się na konsultację ze swoim partnerem na linii (na co dzień sędzią w klasie B). Ten najwyraźniej postanowił przypodobać się kibicom Orląt i niczym system VAR zagranie ręką zdecydowanie potwierdził. Był to pierwszy, ale – jak się później okazało – nie ostatni popis sobotnich rozjemców. Ich kolejne decyzje coraz bardziej irytowały przyjezdnych, a podejmowane przez giżycczan próby wyjaśnienia dziwnego sposobu rozstrzygania spornych kwestii kończyły się żółtymi kartkami. Tak było np. w przypadku Błażeja Drężka, który zmuszony był zakończyć zawody już w 32. minucie po ujrzeniu dwóch „żółtek” – najpierw za niezgodzenie się z racją arbitra, a potem za faul. W drugiej odsłonie zobaczyliśmy całkiem inną „Gieksę” – mimo że osłabioną brakiem jednego piłkarza, to na tle opadającego z sił z każdą minutą przeciwnika grającą znacznie szybciej, ambitnie walczącą, stwarzającą zagrożenia pod bramką. Niestety, nadal bardzo nieskuteczną. Do siatki Orląt giżycczanom udało się trafić dopiero w doliczonym czasie gry, kiedy to dynamiczną akcję lewą flanką debiutującego w Mamrach w oficjalnym meczu Adama Bognackiego sfinalizował wprowadzony na boisko kilka minut wcześniej Maciej Pawlukiewicz (to pierwszy seniorski gol 17-latka w meczach o stawkę).

A więc dogrywka. Dodatkowe dwa kwadranse lepiej rozpoczęli piłkarze znad Niegocina. W 96. minucie z rzutu wolnego dośrodkował Jan Sidorowicz, a naszych napastników pod bramką gospodarzy wyręczył stoper Rafał Darda. W tym momencie wydawało się, że grający kompletnie bez koncepcji reszlanie wywieszą białą flagę, a tymczasem gospodarze rzucili się do rozpaczliwego ataku i już dwie minuty później wyrównali stan meczu, wykorzystując chwilową dekoncentrację w szeregach Mamr. Na domiar złego po kolejnych dwóch minutach Orlęta wyszły na prowadzenie, choć wszyscy obecni na stadionie w Reszlu (także co bardziej obiektywni miejscowi kibice) widzieli, że zawodnik gospodarzy znajdował się na spalonym. Widzieli wszyscy – oprócz sędziego bocznego, który nie po raz pierwszy w tym spotkaniu nie zdążył się przemieścić za linią obrony. Swoją drogą dziwne, że Warmińsko-Mazurski Związek Piłki Nożnej w Olsztynie wyznacza do sędziowania meczów ludzi, którzy mają ogromne zaległości w przygotowaniu motorycznym (co przecież widać na pierwszy rzut oka). Dostatecznym komentarzem pracy liniowego, regularnie biegającego 2-3 metry za defensywą, niechaj będą rzucane w jego stronę słowa kibiców Orląt: „Stary, ty to chyba lubisz piwo” czy „Wciągnij brzuch, bo zasłaniasz boisko”. Gol nr 3 dla Orląt był ostatnim trafieniem w sobotnim starciu, ale w końcówce sędzia Kossakowski postanowił przypomnieć piłkarzom, kto tego dnia rządzi na boisku. Najpierw z murawy „wyleciał” Tomasz Bańkowski, który wzorcową „łaciną” skwitował fakt przyznania autu drużynie gospodarzy, a chwilę później jego los podzielił kapitan Mamr Rafał Darda, który przegrał z arbitrem kolejny pojedynek na słowa. Grający w ósemkę czwartoligowiec dzielnie stawił czoła „przeważającym, ale bardzo słabym siłom nieprzyjaciela”, który nie był w stanie strzelić gola grając z przewagą trzech zawodników. Z kronikarskiego obowiązku odnotujmy, że przed końcowym gwizdkiem pan z tymże gwizdkiem po raz czwarty wyjął z kieszeni czerwony kartonik, tym razem prezentując go piłkarzowi z Reszla.

Tegoroczna przygoda Mamr z Wojewódzkim Pucharem Polski dobiegła więc końca. Wielkiego dramatu nikt z tego faktu robić nie zamierza, wszak najważniejsza jest liga, na której nasi piłkarze będą mogli się teraz skupić. Tym, co może niepokoić na tydzień przed inauguracyjnym meczem o punkty, jest bez wątpienia indolencja strzelecka. „Jako tako” gra „Gieksy” wygląda do „szesnastki” przeciwnika, ale w decydujących momentach okazuje się, że nasza szpica nie jest wystarczająco ostra. W niedzielę (12 sierpnia) spotkanie z młodą drużyną Olimpii II Elbląg, liczymy na przełamanie naszych „napadziorów”, a może i nie tylko…

A za dziś – mimo przegranej – wielkie dzięki, Panowie!

W RESZLU ZAGRALI: Rafał Sosnowski, Tomasz Bańkowski, Rafał Darda, Błażej Drężek, Jakub Waszkiewicz, Jan Sidorowicz, Jacek Rutkowski, Kamil Kamiński, Adam Bognacki, Bartłomiej Zacharewicz i Krystian Wiszniewski, na zmiany weszli: Bartłomiej Szafran, Maciej Pawlukiewicz, Sebastian Żukowski i Damian Jęksa.

źródło: mamrygizycko.pl

By |2018-08-05T07:10:34+00:00Sierpień 5th, 2018|Categories: O tym się mówi w Giżycku, Sport w Giżycku|0 Comments

Leave A Comment